Witaj jutrzenko tyranii

12 maja 2012

Wielka hucpa i zadyma!!! Tak działają teraz członkowie Solidarności w imieniu niewielkiej grupy pracowników, którzy te działania legitymizują. W 2010 Solidarność liczyła zaledwie 600 tys. członków. Nie potrzeba dużo aby urządzić pośmiewisko. Ot, marszałkini Sejmu, p. Ewa Kopacz, nie zgodziła się na obecność przedstawicieli Solidarności na galerii dla gości. W odwecie Duda i spółka postanowili nie wypuścić posłów z Parlamentu. Szczególnie upodobali sobie członków Platformy Obywatelskiej.

Złe nastawienie do reprezentantów większościowego ugrupowania parlamentarnego artykułowali okrzykami „maszynka do głosowania”. Odmówili im prawa do głosowania w zgodzie z własnym sumieniem. „To dyscyplina partyjna” stwierdził Piotr Duda. Duda wie przecież najlepiej. Głosowali przeciw sobie! Bo to przecież niemożliwe, aby myśleli inaczej niż on – wybraniec narodu. Ostatnio mnożą się coś ci samozwańcy!

Piotr Duda niczym Lew Dawidowicz Trocki w przedrewolucyjnej Rosji, cierpiący na równie niewielkie poparcie społeczne, za wszelką cenę stara się pokazać, że to on, a nie posłowie, reprezentuje naród. Jego siła polega na tym, że jak zechce to będą [te nieroby(?)] siedzieli w Sejmie, aż ich wypuści. „Niech wreszcie popracują uczciwie”. Tak jakby Duda pracował uczciwie? Bezczelny typ i tyle!

Strajk, jak odkrywczo stwierdził przewodniczący Solidarności nic nie daje, a na dodatek przynosi straty samym strajkującym. Być może stać go na refleksje, że, w normalnym kraju, strajk jest metodą nacisku ekonomicznego a nie politycznego, i służy do osiągania celów ekonomicznych a nie politycznych. Clou stanowią tu frazy „normalny kraj” i „nacisk polityczny”! Strajk sprawdzał się w PRL-u, gdzie stanowił substytut buntu antysystemowego. W III RP jest zwykła pomyłką… chyba, że komuś zależy na obalaniu demokracji. To co chce nam w takim razie zafundować Duda? „Tysiącletnią” RP?!!!

Do uprawiania polityki najlepszy jest Parlament, gdzie trafia się z woli narodu. Na wolę narodu, tak chętnie powoływali się krzykacze w rodzaju Lenina czy Trockiego. Ale to demagogia. Do uprawiania brudnej polityki, komunistycznej, brukowej, najlepsza jest właśnie ulica. W demokracji koniecznie przestrzega się pewnych zasad. To wymaga wysiłku i pewnego poziomu moralnego. Łamanie zasad jest odejściem od demokracji, a… odejście od demokracji jest jutrzenką tyranii.

Igrzysk i chleba

3 maja 2012

Po nieprzespanej zapewne nocy prezes wydumał i oświadczył osobiście, z czołem chmurnym i durnym, że PiS wzywa do bojkotu Euro 2012 na Ukrainie. Zupełnie jak Angela Merkel. Skąd ta symbioza PiS-owsko-niemiecka? Z drugiej strony nie ma się co dziwić. Były w przeszłej działalności genialnego kurdupla, z aspiracjami napoleońskimi, takie perełki jak apel do braci Moskali, to czemu nie ma być apelu do „sióstr” Angeli i Eriki (tej ze Steinbachów) w sprawie „siostry” Ukrainki Julii Tymoszenko. A co!

Szkoda, że Niemcy tak energicznie nie nawoływali do bojkotu Olimpiady w Pekinie, bo Chiny uciskają lud tybetański!  Albo jeszcze lepiej. Dlaczego nie zbojkotowali umowy handlowej z Rosją na budowę rurociągu na dnie Bałtyku aby zaprotestować przeciw rosyjskiej „demokracji” w wykonaniu duetu Putin – Miedwiediew. Cały czas Niemcy mogą pokazać światu szlachetność własnych intencji i odmówić przyjmowania gazu przez bałtycki rurociąg.

Ale oni nie. Wolą takie Euro2012? A co to im szkodzi? A zyskać można dużo! Polaczki niech się żrą! Co głupsi w Europie też to podchwycą i poniosą na sztandarze w imię niemieckiej racji stanu. O czym pewnie nie do końca wiedzą. Marne to pocieszenie, że katalog głupszych nie zamyka się tylko na nadętym prezesie i jego partii.

Z ewentualnego odwołania Euro2012 w Polsce i na Ukrainie cieszy się taka Hiszpania. Kraj ten gotów jest, choćby za miesiąc, zaprosić do siebie na mistrzostwa. Hiszpańskie bezrobocie wynosi dziś 24%. Nic tak nie ożywia koniunktury jak igrzyska. Wiedzą to Hiszpanie. Wiedzą to i Niemcy, dla których problem hiszpański, jak za machnięciem magicznej różdżki mógłby przestać istnieć. A może nawet udałoby się zastopować falę kryzysów kolejnych krajów południowo-zachodniej Europy?  Ktoś komu wydaje się, że w świecie zliberalizowanej gospodarki chodzi o jakieś tam Euro jest naiwny!

A co ze zranionym polskim ego? A bo to pierwszy raz? Powinniśmy już dawno być na to odporni. A polska racja stanu? U prezesa chyba nigdy takiej nie było. W przeciwnym razie zamknąłby twarz i grał nomen omen do jednej bramki. U prezesa jednak zawsze jest tylko jedna racja! Racja stanu prezesa! To dla niej gotów jest bratać się ze swoimi największymi wrogami.

Pełzający pucz

19 kwietnia 2012

Zdaniem Macierewicza katastrofa smoleńska była wypowiedzeniem wojny. W domyśle – wojnę tę wypowiedziała nam Rosja, chociaż formalnie, a może i nieformalnie, nic takiego się nie stało. Kaczyński z kolei oświadcza, że nie zamierza wypowiadać nikomu wojny ale „odrzuca postawę chorobliwego tchórzostwa, bo nie mamy powodów bać się Rosji”.

Ktoś, kto się nie boi, nie posługuje się retoryką wojenną. A oprócz „chorobliwego tchórzostwa” dopuszcza inne relacje między sąsiadami oprócz niezdrowych emocji, np.  współpracę gospodarczą, zbliżenie obywateli, wymianę naukową, wzajemne poznania, czy nawet współpracę w zakresie wyjaśnienia trudnych momentów z przeszłości. Do tego trzeba jednak cierpliwości i choć odrobiny dobrej woli. Rosjanie to nie smok Kaukaski z czerwonymi zębami, czyhający na szlachetnych Polaków i warto aby Kaczyński z Macierewiczem uświadomili sobie, że obywatele tamtego kraju otrzymali w XX w. więcej nagród Nobla niż Polacy. Jest więc jakaś szersza płaszczyzna poznania po tamtej stronie granicy.

Tu jednak sytuacja robi się trudna. Demokracja w Polsce trwa, z przerwą na II w.ś. i PRL, 40 lat, a tak na dobre, to 20 lat.  Elektorat bardzo dobrze rozpoznał i poradził sobie z niebezpieczeństwem jakie niesie za sobą organizacja polityczna, za którą stoją tacy Macierewicze czy Kaczyńscy. Sześciokrotna porażka nie jest tu przypadkiem. A jednak nasza demokracja nie wykształciła jeszcze mechanizmu, które eliminowałby na dobre nie tylko z polityki ale również ze sfery publicznej siewców nienawiści. Prawo i Sprawiedliwość stała się główną siłą opozycyjną, zamiast sczeznąć na śmietniku historii. A przecież, jako opozycja, formacja ta mogłaby zrobił dużo dobrego dla Polski. Ale nie chce!

Sprawa nie dotyczy wszystkich działaczy PiS-u, czy polityków wywodzących się z tej formacji politycznej, czyli szeroko pojętej prawicy, skoro w rewelacje Macierewicza nie mógł uwierzyć nawet poseł Mularczyk. To nie pozostawia żadnych wątpliwości, że radykalne skrzydło tej partii, za przyzwoleniem i przy wsparciu Kaczyńskiego przystąpiło do czegoś, co można określić jako „bój ostatni”. Skojarzenia nie są przypadkowe. IV Rzeczpospolita wydaje się, być tym tworem, który niechybnie zafunduje Polakom totalną wojnę z Rosją w imię frustracji i koszmarów nocnych dwójki z marginesu demokracji.  „Pełzający pucz” już trwa.

Należy mieć nadzieję, że do niczego nie dojdzie.

Moje typy

14 kwietnia 2012

Potocki, Branicki, Rzewuski, Kaczyński...

 

Słuszny gniew Jarosława K.

9 kwietnia 2012

„Trzeba mieć brata bliźniaka, żeby wiedzieć, co to znaczy stracić brata bliźniaka. Jeśli ktoś nie ma, a większość z nas nie ma, to pewnie nie potrafi tego zrozumieć. Ale to jest też rana, którą odczuwam jako Polak.”

Brawo! Genialne!

To coś  jakby wyjęte z radzieckiego dramatu. Jednym słowem: czeski film. Jarosław K. przemawia jak prawosławny prorok cerkwi zamienionej na magazyn gaźników do Zaporożca, którą ktoś okradł. No i się rozgniewał. To słuszny gniew!

No, zrozumieć tego nie sposób, bo odsetek bliźniaków w społeczeństwie niewielki, a tylko ci, jak sądzę, są powołani do bycia Polakami.

Zbrodnia Katarzyny Waśniewskiej

8 kwietnia 2012

Zbrodnia to niesłychana! Pani… porzuca Pana! I jak każda zbrodnia podlega osądowi (teściowej?) i karze, zwłaszcza, gdy Pani to Katarzyna Waśniewska. Nie wolno jej, bo nie! Bo teściowa, bo Rutkowski, bo TVN24, bo poszukiwania małej Madzi, bo tyle osób było i jest nadal w to zaangażowanych. Ach jaka zbrodnia! Zbrodnia to niesłychana…

- Wierzę Katarzynie Waśniewskiej…

- Co ty jej tak bronisz? – zapytała mnie żona. Wierzysz w to, że oni wezmą na siebie część winy?

Oni czyli Waśniewscy? Nie chodzi o wzięcie na siebie win niezawinionych a zawinionych. Od pewnego czasu postawa Waśniewskich, z wyłączeniem Katarzyny, budzi moje wątpliwości. Łącznie z angażowaniem mediów. Od samego początku, to znaczy od chwili rzekomego zaginięcia Magdy Waśniewskiej to Waśniewscy dbali o odpowiedni szum medialny wokół siebie. Bo to oni a nie Katarzyna zatrudnili Rutkowskiego, i siłą rzeczy to ich emocje przenoszone są na społeczeństwo.

Uwagę zwracają dwa oświadczenia złożone publicznie przez członków rodziny Waśniewskich. Pierwsze to deklaracja miłości złożona przez Bartka żonie po tym, gdy okazało się, że za zniknięciem i śmiercią ich dziecka stoi matka dziecka, Katarzyna. Druga, która obnaża rzeczywiste stosunki panujące w tej rodzinie, to oświadczenie matki Bartłomieja, Beaty Waśniewskiej. Po zniknięciu Katarzyny z mieszkania w Łodzi wypowiedziała słowa: „Ta kobieta znowu krzywdzi mojego syna”. Nie usiłowała już grać dobrej teściowej, sprzyjającej żonie syna. Nie zależało jej na budowaniu wizerunku kochającej się rodziny. A może się zapomniała? Nawet najtwardszym czasami puszczają nerwy…

Roli Beaty Waśniewskiej w małżeństwie jej syna można się domyśleć. To ona gra tu pierwsze skrzypce. Bartek najprawdopodobniej wciąż chodzi na pępowinie matki, co psuło i psuje stosunki między młodymi małżonkami. Nie daje również żadnych szans na przetrwanie związku w obliczu tragedii, jaka przytrafiła się tym ludziom. Z tego powodu bardziej naturalna wydaje się ucieczka Katarzyny Waśniewskiej od męża, próbującej uwolnić się z chorego, rodzinnego układu niż płomienne miłosne wyznanie Bartka, miotającego się między żoną a matką, wygłaszane w świetle kamer. Pusty śmiech budzą także oświadczenia uznanych psychologów o skomplikowanym charakterze Katarzyny…

Ale wrogi wobec żony, po jej ucieczce, stał się również Bartek Waśniewski. Opowiada, że teraz to zacznie żyć w prawdzie, bo dotąd żył w kłamstwie! Czyżby? I ponownie obciąża żonę winą za śmierć ich dziecka, deklarując, że nic nie wiedział o śmierci Magdy? A jeśli wiedział? A jeśli dziecko wypadło z wózka w jego obecności, nie wtedy, gdy Katarzyna Waśniewska wracała po pieluchy, ale gdy oboje małżonków znosiło wózek? W naprędce ustalonym planie Katarzyna mogła się zgodzić wziąść całą winę na siebie. Zakochana kobieta jest gotowa zrobić wiele dla mężczyzny…

Spojrzenie na wydarzenia związane z rzekomym zaginięciem i śmiercią i Magdy Waśniewskiej z innej perspektywy niż dotąd, np z perspektywy współwiny Bartłomieja Waśniewskiego, zaczyna układać się w pewien bardziej prawdopodobny scenariusz niż ten, którym karmiona jest od początku tej tragedii publiczność. Prokuratura co rusz przebąkuje, że Katarzynie Waśniewskiej ktoś pomagał. Angażowanie mediów i znanego detektywa wskazuje na chęć manipulacji opinią publiczną. Kto za tym stoi, i w jakim stopniu wpływa na bieg wydarzeń, można się domyślać.

Jest jeszcze jedna kwestia, która świadczy na korzyść, a nie niekorzyść Katarzyny Waśniewskiej. Podczas każdej z konferencji prasowych, także tych z organizowanych przez Krzysztofa Rutkowskiego, Katarzyna Waśniewska nie zabierała głosu. Sprawiała wrażenie zamkniętej, wyalienowanej, jakby nie w tym miejscu, w którym chciałaby być. To, że się śmiała w kuluarach, co z takim upodobaniem pokazywały telewizje informacyjne, nie do końca wiadomo co znaczy. Ludzie różnie się zachowują w stresie. Niektórzy się śmieją i nie oznacza to lekceważenia innych. Nerwowy śmiech to przypadłość nie tylko Katarzyny Waśniewskiej.

Zarzut, jaki stawia jej np. asystentka Rutkowskiego, że jest mistrzynią manipulacji, nie do końca został prze nią uzasadniony. Nie ma przecież przymusu małżeńskiego, a działalność Rutkowskiego, który „tyle dla Waśniewskich zrobił”, nie była przecież taka bezinteresowna. W ogóle wszyscy oczekują od Katarzyny peanów i oznak głębokiej wdzięczności i oddania. Nie wiem jak tak długo ta kobieta wytrzymała w takim napięciu. Każdy inny uciekłby już dawno.

A jaka to sytuacja? Strata dziecka. Ciągłe zainteresowanie mediów, być może prowokowane przez męża i jego matkę. Obwinianie przez najbliższych, zwłaszcza przez teściową, a także przez opinię publiczną, za śmierć, o której chciałoby się zapomnieć, a może i morderstwa własnego dziecka, podczas, gdy prawda może być zupełnie inna. To wystarczy aby targnąć się na własne życie… Nietzschemu do postradania zmysłów wystarczył widok maltretowanego konia…

Nie ma znaczenia, czy ta próba samobójcza już w zamierzeniach miała być nieudana. Była niemym krzykiem kogoś, kto dłużej nie da rady znosić rzucania kamieniami. Wystarczy tych oskarżeń o cynizm, tej obrony kryształowego, szlachetnego Bratka, który potrafił zadbać o swój wizerunek. On , nie ona! A może to teściowa. Ona jest z całym swoim nieszczęściem sama.

Zbrodnia to niesłychana! Pani… porzuca Pana! I jak każda zbrodnia podlega osądowi i karze, zwłaszcza, gdy Pani to Katarzyna Waśniewska. Nie wolno jej, bo nie! Bo teściowa, bo Rutkowski, bo TVN24, bo poszukiwania małej Madzi, bo tyle osób było i jest nadal w to zaangażowanych. Ach jaka zbrodnia! Zbrodnia to niesłychana…

Zagłoby nigdy nie było

23 marca 2012

Tylko teraz Jarosław Kaczyński gotów jest wybaczyć odszczepieńcom, ale pod warunkiem takim, że natychmiast zakończą schizmę. Jeśli nie, to już nigdy nie będą mieli szans na powrót do Prawa i Sprawiedliwości. Co więcej, jakby co, nie obejmą żadnych państwowych urzędów i stanowisk. A szanse są. Jarosław Kaczyński je dostrzegł i wyartykułował. Właśnie teraz, jego zdaniem, PiS ma największe szanse na przejęcie władzy.

Jest to jakaś nowina, taka na tęgą głowę Kaczyńskiego, bo z tego co wiadomo, Platforma Obywatelska, ani teraz, ani przez najbliższe trzy lata, nigdzie się nie wybiera. Co prawda zawirowania na scenie politycznej są duże, ale nie na tyle, aby myśleć poważnie o przedterminowych wyborach, bo chyba właśnie to ma na myśli Jarosław Kaczyński. Wstępem byłoby tu wotum nieufności dla rządu Donalda Tuska, a to nie ma szans powodzenia nawet wtedy, gdyby PiS skupiło wokół siebie PSL i Ruch Palikota. Zresztą przedterminowe wybory nie gwarantują zwycięstwa PiS-u.

Osobiście wzdrygam się na myśl o powrocie do władzy Jarosława Kaczyńskiego, nawet jeśli miałbym być wykluczony z ewentualnego udziału w podziale przyszłych łupów. Na dziś jest to dzielenie skóry na niedźwiedziu i to niedźwiedziu, którego od dawna nikt nie widział. Ktoś tu szuka jeleni! Najwyraźniej Jarosław Kaczyński niczego się nie nauczył. Jego dominujący sposób myślenia jest nadal jak u tego Kuklinowskiego: „Dwóch nas jest największych rycerzy w Rzeczypospolitej: ja i Kmicic. Ale o Kmicicu dawno nie było słychać”.

To jednak co uchodzi jako fikcja literacka „ku pokrzepieniu serc” przez krytykę oceniane bywa raczej źle, w polityce zaś jest naiwne. Kaczyński z uporem jednak wierzy w swój polityczny, piąty zmysł a’la Zagłoba, zapominając, że Zagłoby nigdy nie było!

Czerwoną farbą w pomnik

18 marca 2012

Odsłonięcie pomnika ofiar katastrofy smoleńskiej w Mysłowicach, z udziałem Jarosława Kaczyńskiego, nie obyło się bez incydentów. W nocy poprzedzającej uroczystość pijany mężczyzna oblał czerwoną farbą postument.

Choć to i czasy nie te i kaliber zupełnie inny, wydarzenie to przypomina inną uroczystość, sprzed niemal czterdziestu pięciu lat. Wówczas w Nowej Hucie, nieopodal Placu Centralnego, w Alei Róż, nierozpoznani do dziś sprawcy napisali na cokole przygotowanego do odsłonięcia pomnika Lenina taki oto tekst: „LENINIE MASZ TU KUFAJKĘ ROWER I BUTY I SPIERADALAJ Z NOWEJ HUTY”. Tak czy inaczej nad bezpieczeństwem Lenina musiała odtąd czuwać Milicja Obywatelska. Czy pomnika myślenickiego będzie musiała pilnować Policja?

Kilka lat później, tym razem znany z nazwiska i imienia sprawca, Andrzej Szewczuwaniec, próbował wysadzić pomnik wodza rewolucji. Próba była nieudana, Lenin stracił jedynie nogę. Sam zamach jednak stał się legendą.

Pomnika Lenina już nie ma w Nowej Hucie. Czasy jednak na niechciane monumenty pozostały. Pewnie gdyby Jarosław Kaczyński z podobną determinacją odsłaniał spiżowe obeliski upamiętniające np. oficerów zamordowanych w Katyniu, nikt nie ważyłby się oblewać ich czerwoną farbą. Stawianie pomników własnej sprawie bywa śliskie.

Pomnik Lenina z Nowej Huty zniknął w grudniu 1989 r. W 1992 r. trafił do szwedzkiego skansenu osobliwości High Chapparal i wystawiany jest w hangarze obok brytyjskiego samolotu z czasów II wojny światowej. Image pomnika uległ jednak pewnej modyfikacji. Leninowi doklejono papierosa w ustach i kolczyk w uchu. Ta przemiana wodza rewolucji ma odzwierciedlać zmiany, jakie zaszły w Polsce.

Sakralizacja wydarzenia smoleńskiego i zmiana wizerunku Lenina sprawiają, że ani Polska, ani Lenin z Nowej Huty nic nie straciły ze swojej pokraczności. Stare pomniki zastępują nowe, równie niechciane osobliwości.

Jaka piękna katastrofa!

4 marca 2012

No i zdarzyło się nieszczęście. Nareszcie! Taka piękna katastrofa kolejowa. W żadnej zagranicy, ale u nas, w Małopolsce, w województwie  śląskim, w gminie Szczekociny. I nie było to zderzenie pociągów towarowych. Jak na zamówienie zderzyły się pociągi osobowe. 16 ofiar śmiertelnych, 58 rannych i nie jest pewne czy to koniec. Być może gdzieś spod poskręcanych w tragicznym uścisku blach zostaną wyciągnięci następni. Ach jaka to piękna katastrofa.

Rodzime telewizje informacyjne wszelkiej maści, łącznie z tą „najbardziej opiniotwórczą” relacjonują na żywo to co się dzieje na miejscu. Kiedyś takie tragiczne zdarzenia, siłą rzeczy, pozostawały tajemnicze. Wokół nich powstawały legendy. Fakty przeplatały się z fantazją. Katastrofę celebrowano latami, straszono się duszami ofiar, które pozbawione nagle życia, nie potrafiły odnaleźć drogi ku światłu. O tym, jak podróżują pociągiem widmo, napędzając stracha żywym użytkownikom kolei, pisano powieści. „Kto raz wsiądzie do pociągu widmo z Krakowa, już z niego nie wysiądzie…” A teraz…

Taka katastrofa to powód do uruchomienia specjalnego programu informacyjnego. Bez żadnego poszanowania dla powagi sytuacji. Bez tajemnej otoczki. Bez szans na legendę. News jest news! A show must go on! Jaka szkoda, że nie udało się pokazać samego momentu zderzenia. Tego nie odda nawet animacja przygotowana ad hoc na potrzeby wydania specjalnego.

Ale dziennikarze to nie jedyni beneficjenci, którzy odcinają kupony od podobnych akcji. Na miejscu pojawili się premier, ten był tam jeszcze wczoraj, i prezydent. Będzie żałoba narodowa, bo tragedia zdarzyła się „na styku trzech województw”, jak powiedział Bronisław Komorowski, a „w pociągach byli podróżni z całej Polski, a nawet obcokrajowcy”.

Ci dwaj politycy są zobligowani do reakcji w podobnych razach. Ich błyskawiczne przybycie na miejsce zderzenia pociągów jest zrozumiałe. Więcej czasu potrzebuje „mały pyskacz”, spec od katastrof, który, jak zawsze dostrzeże coś niebywałego, doszuka się spisku i zdrady narodowej, a nawet udziału obcych służb, w, zdawałoby się, zwykłej katastrofie kolejowej. Jego przenikliwość nie od dziś służy naszej narodowej sprawie. Nomen omen jednym z tych pociągów miał podróżować Tadeusz Cymański, były członek PiS, a teraz, przez przypadek – Solidarnej Polski. Cymański poleciał jednak samolotem.

Tylko czekać, aż awantura na temat stanu kolejnictwa polskiego zacznie się od nowa. Teraz, oprócz spóźnień, brudu, przepełnionych wagonów w okresach wzmożonego nasilenia ruchu, i przestarzałego taboru, będziemy młócić temat bezpieczeństwa. A ciała zmarłych jeszcze dobrze nie ostygły. Bezpieczeństwo przecież jest najważniejsze.

Czuwaki, których używają maszyniści, są systemem zabezpieczenia ruchu wprowadzonym jeszcze w latach pięćdziesiątych zeszłego stulecia. W Europie brak reakcji na sygnał czuwaka zatrzymuje nie tylko pociąg, ale wstrzymuje ruch w całej okolicy. U nas czuwaki były przewidziane dla dwuosobowej załogi. Od dawna pociągi prowadzone są pojedynczo. Pociąg się zatrzyma i to wszystko.

Podobno zawinił człowiek. Maszyniści przeżyli, choć nie jest to pewne. Ze wstępnych ustaleń wynika, że nikt nie był pijany. Nie ma jednak wątpliwości, że ktoś popełnił błąd. Kto? Ustali pewnie komisja. I oby nie była to komisja Macierewicza!

O co chodzi Brudzińskiemu?

1 marca 2012

Joachim Brudziński twierdzi, że „gdyby nie Kaczyński i Jakubiak to stadion (narodowy) nie stałby w tym pięknym miejscu”. Nawet jeśli to prawda to nie bardzo wiadomo, o co Brudzińskiemu chodzi? Jak zwykle zresztą.

Czy to znaczy, że w Polsce nie ma już pięknych miejsc? A lokalizacja tu, a nie gdzieś indziej jest najbardziej słuszna ze słusznych, od tej  gdzieś indziej, a nie tu? Z pewnością tak! Dlatego, że „gdyby nie Kaczyński i Jakubiak…”

Lokalizacja jest ważniejsza od samego procesu budowy właśnie dlatego, że maczał w tym palce sam on – prezes Kaczyński Jarosław, oświecony (to już wiadomo) i zasłużony nie tylko dla narodowej sprawy, ale i narodowego sportu! I tak jest ze wszystkim czego się tknie Kaczyński.

Ta pokraczna, nieskomplikowana retoryka Brudzińskiego śmieszy. Zastanawiające jest to, czy wierzy on w to, co mówi, czy może wierzy, że uwierzyli ci, co go słuchali? W każdym bądź razie Stadion Narodowy to zasługa PiS-u. No przecież „gdyby nie Kaczyński i Jakubiak…”

Nie wątpliwości, że prymitywna propaganda, będąca dla Brudzińskiego szczytem politycznych możliwości, jest sposobem na trwanie w sferze publicznej. Gdyby nie prezes, Brudziński zostałby przerzuty i wypluty… poza polityczny nawias.

Mierny ale wierny. Takich Kaczyński najbardziej lubi. Nawet Jakubiak nie dała rady… A Brudziński daje!

stat4u